wtorek, 28 sierpnia 2012

Rozdział 1


Daniel

- Dobra, zaraz tam będę.
Wcisnąłem komórkę do kieszeni dżinsów i przetarłem twarz. Co ten dureń znowu wymyślił? „Przyjeżdżaj szybko, mamy ty Panią Draculę” – dźwięczało mi w głowie. Nie miałem pojęcia o czym gada, wiedziałem za to, że pomimo wczesnej pory zdążył już dzisiaj sporo wypić. A to nie wróżyło niczego dobrego.
W błyskawicznym tempie zbiegłem po schodach, chwyciłem kluczyki do auta i wychodząc poinformowałem rodziców o tym, że mogę wrócić późno. Dostałem pozwolenie szwendania się do północy. Czując się prawie jak dorosły wskoczyłem do samochodu dla szesnastolatków starszej siostry i przelotnie obliczyłem w myślach ile brakuje mi do pierwszego własnego wozu. Dwa koła. Nie jest źle.
Wrzuciłem wsteczny i wyjechałem z podjazdu na ulicę. Zmieniając bieg zastanowiłem się jeszcze, po co ja właściwie jadę posprzątać po kumplu. Ano tak… wspomniał o dziewczynie. A pijany Oskar plus nieznajoma nazwana „Panią Draculą” nie brzmi najlepiej.
„Od kiedy to on interesuje się powieścią Stokera?” – pomyślałem i ruszyłem do ulubionego miejsca pijanej wersji przyjaciela. Do opuszczonego domu na obrzeżach miasta.

Zaparkowałem samochód z tyłu domu – tuż przy wejściu do zagospodarowanej przez Oskara i jego kupli piwnicy. Schodząc po nierównych schodkach słyszałem śmiech upitych piętnastolatków i okrzyki natchnionego alkoholem przyjaciela. Pchnąłem stare lekkie drzwi i pewnym krokiem wszedłem do cuchnącego wilgocią pomieszczenia. Najstarszy z obecnych tam chłopaków wyszczerzył się na mój widok i lekko chwiejnym krokiem przeszedł dzielącą nas odległość.
- Jesteś nareszcie! Chodź, pokażę ci naszego więźnia – rzekł donośnym głosem i podał mi napoczętą puszkę piwa. Potem ruszył w kierunku siedzącej w kącie dziewczyny. Miała spuszczoną głowę i unikała naszych spojrzeń. Wyglądała na wściekłą i bezbronną, a przy tym jeszcze bardzo słabą. Zrozumiałem, że coś jest nie tak. Nie do końca wiedziałem co, ale widać było, że potrzebuje pomocy. Trzeba było ją stąd wyciągnąć, ale to szybko.
Problem w tym, że nie możesz od tak zabrać trójce pijanych nieletnich zabawkę. Najpierw musisz zdobyć ich zaufanie. Musiałem grać.
Dołączyłem do kręgu otaczającego „więźnia” i pociągnąłem pokazowy łyk napoju, który otrzymałem od Oskara. Skrzywiłem się lekko, czując w ustach smak taniego alkoholu. Pozwoliłem młodemu nawijać.
- Znaleźliśmy ją tu, czającą się w krzakach przed domem. Chciała użreć Michała, jak przechodziliśmy! – Opowiadał, wczuwając się i wymachując rękoma. Uniosłem brwi. Czyżby naprawdę wzięli ją za wampirzycę? Czego też oni nie wymyślą…
Pozornie nieśmiałą i zakłopotana dziewczyna o kasztanowych włosach prychnęła pod nosem. Dopiero teraz zauważyłem, że ma związane ręce. No ładnie.
- Przywlekliśmy ją tu i grzecznie usadowiliśmy na ziemi – oznajmił, a jego towarzysze ryknęli śmiechem. Ciemnowłosa zerknęła na nich z obrzydzeniem, a ja odczułem pewien rodzaj sympatii do niej. Wyglądało na to, że mamy takie samo zdanie na temat pijących małolatów.
- Co macie zamiar z nią zrobić? – zapytałem. Rzekoma krwiopijczyni rzuciła mi przelotne spojrzenie, pełne nienawiści. Nie ukrywam, że trochę dotknęło mnie takie zachowanie osoby, której starałem się pomóc.
Ale ona nie miała prawa wiedzieć, w jakim celu tu przyszedłem.
Oskar przez wyraźnie się zastanawiał. Niespiesznie podszedł do więźnia, przykucnął i wykrzywił usta w uśmiechu.
- Możemy się nią jeszcze trochę pobawić, potem coś jej podamy i wywieziemy - zaproponował z poczuciem wyższości. Jego nieliczna ekipa znowu zaczęła głupio się chichrać. 
 Prawą ręką podniósł jej spuszczoną głowę i zmusił do kontaktu wzrokowego. Dziewczyna próbowała się opierać, lecz w końcu wlepiła potworny wzrok w jego oczy. Nawet mnie przeszły ciarki, kiedy zobaczyłem spojrzenie jej wąskich źrenic. Wydawało się, że może zabić samymi myślami.
Nie tylko mnie zszokowała siła nienawiści ciemnowłosej. Pryszczaty piętnastolatek chlusnął ją resztkami wódki i wrzasnął:
- Ona go czaruje!
W nagrodę za zmoczenie wydała w jego kierunku odgłos przypominający warknięcie, na co on zatoczył się i wsparł na koledze. Potem zmierzyła nas wszystkich swoim piorunującym wzrokiem i, zatrzymując spojrzenie na mnie, splunęła na posadzkę. Pomimo skrępowanych rąk, nie wydawała się już taka bezbronna.
- Hej, co jest?! – ryknął na nią lekko zdezorientowany i dobrze wystraszony Oskar. Przez kilka sekund dziewczyna nadal gapiła się na mnie, po czym gniewnie zmarszczyła brwi i odwróciła się do mówiącego. Odsunął się od niej na odległość trzech kroków. Nagle dziewczyna zamrugała kilkakrotnie, jakby chciała wyostrzyć wzrok, a potem jej oczy odleciały w tył głowy. Ciało opadło bezwładnie i oparło się o ścianę.
Przynajmniej tak to miało wyglądać.
- Zemdlała – powiedział Oskar. W jego głosie dosłyszałem ciche pytanie.
Przytaknąłem, chociaż dobrze wiedziałem, że to tylko symulacja.
- Mam pomysł. Skoro już jest nieprzytomna – starałem się, aby mój głos brzmiał wiarygodnie – to idźcie po leki nasenne, wodę i jakiś koc. Ja w tym czasie spróbuje ją obudzić. Jak wrócicie podamy jej go trochę w piciu, wtedy ładnie nam uśnie i, tak jak mówiłeś, wywieziemy ją.
Cała trójka gapiła się na mnie jak psy czekające na właściwą komendę.
- No idźcie już! – ponagliłem. Najstarszy skinął na resztę i razem wyszli z piwnicy. Zamknąłem za nimi drzwi.
Odwróciłem się w stronę rzekomo omdlałej i założyłem ręce na piersiach.
- Poszli. Już nie musisz udawać.
Coś na twarzy dziewczyny się zmieniło, ale nadal grała śpiącą królewnę. Uniosłem brwi i podszedłem do niej kilka kroków. Przypatrzyłem się jej zmęczonej twarzy, westchnąłem i schyliłem się po leżący na podłodze scyzoryk Oskara. Podszedłem do kąta, w którym siedziała, obróciłem ją i ostrożnie przeciąłem sznur zawiązany na nadgarstkach. Spięła się, ale kiedy się odsunąłem, przestała być „nieprzytomna” i przetarła poobcierane od szorstkiego materiału ręce.
- Skąd wiedziałeś? – spytała niby obojętnie, skupiając wzrok się na dłoniach.
- Co?
- Że udaję.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Moja młodsza siostra często mdleje przy chorobie, ale, jak na dziecko przystało, wykorzystuje to i często symuluje, żeby ominąć jakiś sprawdzian czy kartkówkę. Taka jej sztuczka. Nauczyłem się rozróżniać grę od prawdziwego omdlenia – wyjaśniłem, po czym upomniałem się, że nie powinienem opowiadać obcej osobie o najbliższej rodzinie.
Ona też prawie się uśmiechnęła, lecz wciąż unikała mojego spojrzenia.
- Właściwie dlaczego mi pomagasz? – zastanowiła się na głos, wstając.
Znowu westchnąłem.
- No cóż. Oni miewają głupie pomysły, szczególnie jak się upiją. Po prostu odwiozę cię teraz do domu i udam, że ze swoimi wampirzymi zdolnościami udało ci się uciec – odpowiedziałem i uświadomiłem sobie, że rozmówczyni może nie mieć do mnie jeszcze tyle zaufania, żeby dać mi się gdzieś zawieźć. – Chyba, że wolisz wrócić sama, ale możesz po drodze na nich wpaść – dodałem szybko.
- Ja tutaj nie mieszkam – rzekła i przeczesała gęste włosy palcami.
Czułem się zdezorientowany.
- Przyjechałaś do kogoś, tak? Pamiętasz drogę? A może po prostu zadzwonisz i po ciebie przyjadą? Masz telefon? – Wyrzucałem z siebie pytania jak maszyna.
„Kurczę, kiepsko mi wychodzi udawanie bohatera” – pomyślałem.
Ciemnowłosa pokręciła głową.
- Nie.
Pomacałem kieszenie spodni i napotkałem wypukłość komórki.
- Możesz zadzwonić z mojego. Pamiętasz numer? – podsunąłem.
Znowu zaprzeczyła. Wyglądało na to, że jesteśmy w kropce.
- Po prostu mnie stąd wypuść, dobra? – powiedziała i masując skroń ruszyła w stronę drzwi, nadal nie patrząc mi w oczy.
- Jak chcesz… - szepnąłem.
Zdążyłem już dojść do wniosku, że wypuszczenie jej będzie najlepszym wyjściem, kiedy ciemnowłosa potknęła się i z jękiem upadła na zimną podłogę. Odruchowo podbiegłem do niej i pomogłem usiąść. Podtrzymując ją poczułem, jaka jest słaba i ponownie zastanowiłem się, co z nią zrobić.
- Wszystko w porządku? – zapytałem, nie kryjąc zmartwienia.
Machnęła drżącą ręką.
- Tak, tak, tylko… po prostu jestem zmęczona. Muszę już i…
Pierwszy raz odkąd zostaliśmy sami spojrzała mi w oczy. Widziałem w nich smutek, żal i bezsilność. Jej tęczówki miały wyblakły brązowy kolor. Pod oczami miała ciemne wory. Jej ładnie wykrojone usta w półmroku wydawały się być wręcz fioletowe. Wyglądała na chorą i zmęczoną.
Wpatrywaliśmy się w siebie, a ja odniosłem wrażenie, że znamy się od bardzo dawna. Kontakt wzrokowy był jak rozmowa, której nie potrafiliśmy zakończyć.
Nagle źrenice dziewczyny zwęziły się, tworząc małe punkty na środku oczu. Dostałem dziwnie przyjemnych dreszczy i nie myślałem o niczym innym, tylko o niej. Oblizała suche wargi i przymknąwszy lekko powieki wciągnęła powietrze nosem, jakby chłonęła mój zapach. Trzymała je chwilę w płucach, żeby następnie powoli wypuścić ustami. Zdziwiło mnie jej zachowanie, lecz z niewiadomych powodów nie umiałem się od niej odsunąć. A może po prostu nie chciałem.
„Ona go czaruje!” – usłyszałem w głowie głos piętnastolatka. Wstrząsnęło mną. Od początku wydawało mi się, że z tą dziewczyną coś jest nie tak. To spojrzenie, którym obdarzyła nas w złości. I warknięcie. „Mamy tu Panią Draculę”. Czyżby tym razem mój przyjaciel miał rację?
Widząc zmianę w moim zachowaniu ciemnowłosa zamrugała, odsunęła się i nie patrząc na mnie wybiegła z piwnicy.
- Muszę iść – usłyszałem, po czym kompletnie straciłem ją z oczu.

Nie chciało mi się czekać na Oskara i jego bandę, więc chwilę po wyjściu nieznajomej ja również opuściłem ponure miejsce, wsiadłem do auta i ruszyłem w drogę powrotną do domu.
Jadąc pustą ulicą rozmyślałem o dziwnych zdarzeniach dzisiejszego wieczoru. Przed oczami nadal miałem obraz twarzy tamtej dziewczyny. Przypomniałem sobie zimny dotyk jej delikatnych dłoni i przeszedł mnie specyficzny dreszcz.
Po chwili uznałem, że lepiej będzie, jak po prostu zapomnę o tym wszystkim, wrócę do domu i, jak każdy normalny nastolatek, siądę przed komputerem i zapuszczę tam korzenie. Ale, jak to najczęściej bywa, jeśli bardzo chce się o czymś zapomnieć, jak na złość nie przestaje się o tym myśleć.
Skupiłem się na drodze. Było coś koło dwudziestej pierwszej i brak latarni koło drogi mocno dawał się we znaki moim zmęczonym oczom. W tej okolicy mało było domów. Większość z nich była niewielka, stały w dużych odstępach.
Jadąc tak zauważyłem, idący slalomem na środku drogi, kształt. Kiedy podjechałem bliżej uświadomiłem sobie, że jest to dziewczyna, pewnie w moim wieku. „Dziwka” – pomyślałem i zwolniłem. Szła wolno i chwiejnie, a nie chciałem, żeby wpadła mi pod koła.
Kiedy byłem jakieś pięćdziesiąt metrów od niej, przez głowę przeleciała mi nieoczekiwana myśl.
„Skądś znam te ruchy”.
W tym momencie dziewczyna odwróciła się i spojrzała prosto na mnie. Zatrzymałem się i otwarłem okno od strony pasażera.
- To znowu ty? – usłyszałem znajomy głos. – Śledzisz mnie?
Nie miałem pojęcia, co powiedzieć.
- N… nie. Ja tylko… - Jąkałem się głupio. – Jadę do domu. Nie wiedziałem, że poszłaś w tę stronę.
- Czego chcesz? – rzuciła „Pani Dracula” i zmrużyła zmęczone oczy.
Czego chciałem? Chciałem wytłumaczenia, którego nie mogłem od niej żądać po półgodzinnej znajomości. Chciałem wiedzieć, co jej się stało i czemu wraca sama o tej porze. Chciałem wiedzieć, czy da sobie radę.
Chciałem chociaż poznać jej imię.
- Chciałem spytać, czy dasz sobie radę?
- Taak, jasne, po prostu trochę źle się czuję.
Wiedziałem, że bagatelizuje sprawę.
- Może jednak zgodzisz się, żebym cię podwiózł? – zaproponowałem.
Przez krótką chwilę wyraźnie się zastanawiała, w końcu jednak skinęła głową i wsiadła do pojazdu, zatrzaskując za sobą drzwi. Wbrew sobie odczułem ulgę.
- Dobra. Chciałabym dostać się do centrum miasta, o ile to możliwe.
- Nie ma sprawy – odparłem i ruszyłem ciemną ulicą.

- Zatrzymaj się!
Nie wiedziałem co się dzieje, lecz szybko zjechałem na stację benzynową i zatrzymałem się przy wejściu. Blada dziewczyna wyskoczyła z samochodu i zakrywając usta dłonią pobiegła w stronę łazienki. Ruszyłem za nią i odprowadziłem aż pod same drzwi, które zatrzasnęła mi przed nosem i zwymiotowała.
- Wszystko OK? - powiedziałem po chwili w stronę klamki.
- Tak. Dam sobie radę. Czekaj na mnie w aucie. Zaraz przyjdę – odkrzyknęła i spuściła wodę.
- Dobrze – powiedziałem cicho, choć wiedziałem, że i tak tego nie usłyszy.
Odwróciłem się na pięcie i, przeszukując kieszenie, podszedłem do kasy z butelką wody, którą wziąłem po drodze z półki. Bez słowa położyłem na ladzie napój i monetę pięciozłotową.
- Jest w ciąży? – odezwał się nieprzyjemnym tonem kasjer, rzucając mi przy tym badawcze spojrzenie. Zrobiłem głupią minę, gdyż nie zrozumiałem, co ma na myśli.
- Kto?
Wskazał głową w stronę drzwi z napisem „WC”.
- Przecież ja jej nawet nie znam – powiedziałem, nie zastanawiając się nad brzmieniem tych słów.
- Ho ho, no to masz kłopot, kolego – zaśmiał się z głupim uśmieszkiem i wydał mi resztę. Dopiero teraz zrozumiałem, o co mu chodzi. W tej chwili marzyłem o tym, żeby nie zarumienić się jak dziecko.
Chciałem wyjaśnić mężczyźnie, że to nie tak, jak myśli, lecz zamiast tego westchnąłem, zabrałem rzeczy i poszedłem do auta.
Po kilku minutach dołączyła do mnie „Pani Dracula”. Wsiadła do samochodu i zrobiła kilka głębokich wdechów. Wręczyłem jej wodę, podziękowała skinieniem głowy. Pociągnęła dwa łyki i zamknęła oczy. Nadal była potwornie blada, ale wyglądała lepiej niż przedtem.
Chwilę później spojrzała na mnie ze zdziwieniem. Otwarła już usta, żeby mnie o coś zapytać, lecz ja byłem pierwszy.
- Jak się czujesz?
Zakręciła butelkę.
- Trochę lepiej. Ale poprawi mi się, jak położę się spać, więc jedźmy już – ponagliła mnie. Odpaliłem więc silnik i zjechałem ze stacji.

Jadąc w stronę centrum co chwilę zerkałem w jej stronę. Chciałem się upewnić, czy aby na pewno sytuacja się nie powtórzy i podświadomie sprawdzałem na znakach, kiedy będziemy przejeżdżać koło następnej stacji.
Jak się potem okazało, moja intuicja dobrze mi podpowiadała, że coś się jeszcze tego wieczora wydarzy.
W pewnym momencie dziewczyna znowu zbladła, powiedziała drżącym głosem „słabo mi” i zemdlała – tym razem już na poważnie. Zatrzymałem się przed supermarketem, odpiąłem pas i spróbowałem ocucić nieprzytomną. Kiedy otwarła oczy, zamrugała i spojrzała na mnie w podobny sposób jak wtedy w piwnicy. Znowu przeszły mnie ciepłe dreszcze i świat poza nią przestał istnieć. Różnica była taka, że teraz wyglądała jeszcze gorzej.
- Nie dam rady dłużej zwlekać. Musisz mi pomóc, Daniel. Proszę, pomóż mi – powiedziała słabym głosem.
Nie miałem pojęcia o co jej chodzi, ani skąd zna moje imię. Patrzyłem w jej zaczerwienione oczy i szukałem odpowiedzi, kiedy ona całkowicie mnie zaskoczyła.
Pocałowała mnie. Delikatnie i niepewnie. Jeszcze raz spojrzała mi w oczy, a potem powtórzyła pocałunek. Tym razem był on silniejszy i bardziej zdecydowany. Oddałem jej go, a wtedy nasze pocałunki stały się głębsze i namiętniejsze. Nie zastanawiałem się nad tym , co robię, chciałem tylko ją czuć.
Za którymś razem, kiedy nasze usta się zetknęły, poczułem, że uszczypnęła moją dolną wargę zębami. Nie przejąłem się tym, wręcz przeciwnie, mocniej przygarnąłem ją do siebie. Wtedy ona ugryzła mnie mocniej, a ja wydałem z siebie cichy jęk. Poczułem w ustach krew o swoim zwykłym metalicznym posmaku. Lecz ona wydawała się być nim zachwycona, bo zwinnym językiem zlizywała ją z moich ust. Z każdą chwilą sprawiała wrażenie silniejszej.
I wtedy to do mnie dotarło.
Oskar miał rację. Ona naprawdę była wampirzycą. Była bardzo słaba, aż do chwili, kiedy napiła się krwi. Nie miała nienaturalnie ostrych i długich kłów, jak w większości filmów. Nie nosiła też gotyckich strojów. Ale pomimo tego wszystko wskazywało na to, że jest krwiopijczynią.
Z jednej strony odczułem strach, bo gdziekolwiek nie przedstawiono by wampirów, były one brutalnymi i bezwzględnymi zabójcami. Z drugiej strony, nie wiedzieć czemu, ufałem tej dziewczynie.
Ale to niczego nie tłumaczyło. Wszystkie ofiary były tak samo naiwne i prędzej czy później ginęły.
Zadrżałem. Czy powinienem teraz postawić się i wygonić ją z miasta lub wbić jej kołek w serce? Czy lepiej dać się zabić i zginąć z myślą, że zabójczyni odbiera mi życie z miłości? A może wampirzyca pod koniec posiłku skazi moją krew wampirzym jadem i ja też stanę się nieumarłym?
Żadna z tych opcji nie wydawała się dość dobra.
Krwiopijczyni musiała wyczuć moje wahanie, bo przestała na chwilę pić moją krew i powiedziała odmienionym głosem:
- Nie bój się.
To musiała być jakaś wampirza gra w manipulację uczuciami, bo strach i niepewność nagle zniknęły i znowu została tylko ona.
Całowaliśmy się długo, a ja zaczynałem odczuwać lekką euforię. Zastanawiałem się, skąd się biorą te emocje, czy są moje, czy udzielają mi się jej odczucia. Kiedy byłem z nią, mój mózg pracował na wolniejszych obrotach. Byłem jak zahipnotyzowany, potrafiłem myśleć tylko na tematy związane z pijącą moją krew wampirzycą.
Kiedy się całowaliśmy, zdążyłem przejść przez różne fazy. Najpierw było zaskoczenie, potem przyszły strach i stres, następna była euforia. Teraz byłem dziwnie przekonany, że wszystko się jakoś ułoży, a my będziemy parą jak z powieści.
Ale to się nie mogło udać.
Nawet się nie zorientowałem, kiedy otwarła drzwi samochodu. Usłyszałem szczęknięcie zamka, ale nie zrozumiałem, co ono oznacza.
- Dziękuję. To mi wystarczy – szepnęła, po czym pocałowała mnie jeszcze raz na pożegnanie. Zwinnie wysunęła się z pojazdu i uciekła w letnią noc, zostawiając mnie roztargnionego na pustym parkingu supermarketu.  

___________________________________________________________________
Oto pierwszy rozdział. Dziękuję wszystkim, którzy dotrwali do końca. Jak wam się podobał? :) Piszcie w komentarzach. Wasza opinie dużo dla mnie znaczą.

7 komentarzy:

  1. No, no . Nieźle . Nie spodziewałam się takiego rozwoju wydarzeń . Myślałam, że owa wampirzyca gdzieś sobie pójdzie, potrzymasz Czytelników w niepewności i wyjaśnisz wszystko w następnym rozdziale . Tymczasem taka scena . . . Fabuła bardzo mi się podoba, opisy też są cudowne . Czekam na NN i serdecznie pozdrawiam ;)

    [ http://odglosy-nocy.blog.onet.pl/ ]

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow ! ;D Świetne ! ;) Jestem ciekawa, czy wampirzyca pojawi się w kolejnych rozdziałach ;) Fajnie, by było xDDD Informuj mnie o NN, please ;D
    Pozdrawiam ! ;***

    [ http://angels--versus--demons.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, ja nie jestem tutaj od początku, ale... Podoba mi się. Przeczytam to, co jeszcze pisałaś. Jak miło wiedzieć, że to dopiero pierwszy rozdział. Nie mam sporych zaległości. Polubiłam wampirzycę i mam nadzieję, że jeszcze się ona pojawi w opowiadaniu. Bardzo ładnie piszesz, przez co miło się czytało. Nawet nie zauważyłam kiedy skończyłam. ^-^'' Mnie się podobało, powinnaś więcej pisać. :) Czekam na powiadomienie o nowej notce. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna fabuła. Opowiadanie wciągające i strasznie ciekawi mnie jak potoczy się dalej. Masz ewidentnie talent do pisania. Dobrze, że trafiłam na pierwszy rozdział, na pewno będę na bieżąco :) Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG kocham cie. Haha swietnie piszeszjaja kocham wampiry wiec bede na bierzaco z niecierpliwoscia czekam na kolejne rozdzialy

    http://ciociawiesiamniekocha4.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne opowiadanie. Z czasem jak się je czyta, to ono coraz bardziej wciąga. Miałaś świetny pomysł z tą wampirzycą. Ciekawi mnie jak rozwinie się dalej ta sytuacja. Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Witaj ! Miło znów Cię widzieć ;) Dziękujemy, że do Nas wróciłaś i mam nadzieję, że dasz znać, jak zaczniesz ponownie publikować - czekam na to z niecierpliwością ! Jeśli nie możesz połapać się w "Odgłosach Nocy", to polecam Ci zakładki "Sezon I", "Sezon II" i "Sezon III" ( po prawej ) lub obejrzenie Trailera . W każdym razie serdecznie Cię pozdrawiam i życzę weny ! :D

    [ http://odglosy-nocy.blogspot.com/ ]

    OdpowiedzUsuń